Wakacje w dobie kryzysu
Wreszcie udało Się dogadać z innymi domownikami. Pomimo różnych kłopotów, a szczególnie kłopotów z uzyskaniem wolnego, decyzja została podjęta. Jedziemy na do Północnych Włoch na trzy tygodnie na piękne wakacje. Wszystko wskazuje na to, że podróż odbędziemy tzw. okazją. Spowoduje to, że ilość bagażu będzie ograniczona, ale na pewno znajdą się tam aparaty fotograficzne, rurka, maska i kąpielówki.
Przejazd tzw. okazją przez kraje, w których taki sposób podróżowania był popularny już od lat sześćdziesiątych jest prawdziwą przyjemnością. Kierowcy nie boją się podwozić autostopowiczów i kolejne kilometry przebywa się bardzo szybko. Nie jest dużym kłopotem dotarcie do oddalonych od głównych szlaków komunikacyjnych ciekawych miejsc, do których nie docierają nawet środki masowej komunikacji.
Po dotarciu do celu wybór sposobu poruszania się niestety odbił nam się mocną czkawką. Brak zwykłej ludzkiej przychylności, szereg wręcz złośliwości, z którymi przyszło nam się spotykać powodowały, że wakacyjna podróż zamieniła w prawdziwy koszmar. Przejechanie kolejnych kilometrów szło jak po grudzie. Bywały takie dni, że siedzieliśmy godzinami przy dość ruchliwej drodze w miejscu dobrym do zatrzymania.
Pogoda w pierwszym tygodniu była znakomita, świeciło słońce, wiał niezbyt mocny wiatr, było rześko. Z czasem jednak niebo zasłoniły burzowe chmury i nie pozostawało nam nic innego jak tylko szlajanie się po barach, co było dość kosztowne. W trakcie jednego z wypadów w piwiarni zostawiłem torbę fotograficzną, w której znajdował się aparat Nikon D90 i kompakcik Panasonic, która po powrocie oczywiście się nie znalazła. Zginął więc sprzęt, zginęły też
wcześniej zrobione zdjęcia. Ogólnie wyjazd trudno uznać za udany, ostatecznie, ani fajnie, ani sympatycznie, ani tanio nie było. Do domu wróciliśmy w słabych nastrojach ogólnie skwaszeni, a przecież w wakacjach chodzi o to, żeby wypocząć, a nie się psychicznie zmęczyć.